piątek, 29 lipca 2011

Śmierć przychodzi z bólem.

Myślał o tym coraz intensywniej, coraz to gorsze myśli nachodziły jego głowę i robiły z nią, co chciały. Był więźniem własnego umysłu, skazany na porażkę. Bolało go to, wiedział, że musi umrzeć za wszelką cenę. Zupełnym szokiem było dla niego to, że Tetsu go nie chciał. Jednak on się nie poddawał i prosił go każdego dnia: dzwonił, pisał maile… Nie rozumiał, co było z nim nie tak. Znów zmarniał, jednak nie było tak źle, jak ostatnio. Patrząc codziennie rano na swoje nagie ciało zastanawiał się, co mógłby w sobie jeszcze zmienić, jak sprawić, żeby on go zechciał.
Nic nie wymyślił.
Jednak w końcu się udało. Powtórka z rozrywki, jak to mówią: ten sam prysznic, ten sam członek w nim, ten sam ból, ta sama krew, sińce, wszystko!
Koniec również.
Leżał znów na plecach, czując niesamowity ból. Patrzył w sufit. Mały, czarny pająk powoli spuścił się po pajęczynie wprost na mały nosek mężczyzny. Hyde chciał porozmawiać z nowym przyjacielem, myślał o tym, uśmiechając się krzywo, boleśnie. Nie miał już siły.
Ostatnie tchnienie i błogi odpoczynek.
Krople wody ze swoistym dźwiękiem spadały na delikatną skórę na torsie muzyka. Umarł z uśmiechem. Wyglądał, jakby słodko spał i tylko brak oddechu i pulsu określał jego faktyczny stan.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz